Valve miało renomę i niskie ceny. AI zabrało to graczom
Spis treści:
Jeszcze niedawno sprzęt spod znaku Steam był synonimem rozsądnej ceny i świetnego stosunku jakości do wydatku. Handheld Steam Deck rozkochał w sobie graczy, marka Valve cieszyła się ogromną renomą, a każda nowa premiera budziła entuzjazm, a nie strach o portfel. Dziś ten obraz się sypie. Zapowiadany zestaw VR Steam Frame ma kosztować fortunę, Steam Machine okazał się drogi i słabszy od podobnie wycenionego peceta, a nawet leciwy Steam Deck zaliczył potężną podwyżkę. Wspólny mianownik? Napędzany przez sztuczną inteligencję kryzys na rynku pamięci. AI odebrało nam już wiele – teraz zabiera się za jeden z ostatnich bastionów rozsądnie wycenionego grania.
Steam Frame – cena, która zwala z nóg
Valve szykuje trzy urządzenia z nowej rodziny sprzętowej: kontroler Steam Controller, hybrydę Steam Machine oraz bezprzewodowy zestaw gogli VR Steam Frame. To ten ostatni rozgrzewa dziś emocje – i to nie z powodu specyfikacji, lecz ceny.
Znany z trafnych przecieków o Valve Tyler McVicker początkowo szacował koszt Steam Frame na okolice 1100 dolarów. Po czasie skorygował jednak prognozę i mówi wprost: będzie znacznie drożej. W grze jest nawet granica 1500 dolarów, co w Polsce oznaczałoby wydatek rzędu 5500–5600 zł za gogle do wirtualnej rzeczywistości. Dla porównania: konkurencyjny Meta Quest 3 kosztuje ułamek tej kwoty.
Co gorsza, sytuacji nie poprawia fakt, że Qualcomm ogłosił podwyżki cen swoich układów – a to właśnie procesory tej firmy mają być sercem Steam Frame. Tak wysoki próg cenowy stawia pod znakiem zapytania rynkową konkurencyjność sprzętu. Zamiast trafić pod strzechy, gogle Valve celują w wąską niszę najzamożniejszych entuzjastów VR.
Steam Machine – drogo, a do peceta wciąż daleko
Zanim jeszcze poznaliśmy widełki cenowe Steam Frame, czarę goryczy przelała wycena Steam Machine – hybrydy konsoli i komputera. Podstawowa wersja (512 GB, bez kontrolera) to w Polsce koszt rzędu 4389 zł, a najbogatszy wariant (2 TB w zestawie z kontrolerem) – aż 6048 zł. Na rynku amerykańskim urządzenie wystartowało od 1049 dolarów, czyli o jakieś 300 dolarów więcej, niż pierwotnie planowano.
Polecane komputery gamingowe
Problem w tym, że za te pieniądze dostajemy sprzęt, który w bezpośrednim porównaniu z klasycznym pecetem wypada blado. Za podobną, a często niższą kwotę można złożyć komputer o wyraźnie większej wydajności, z pełną swobodą rozbudowy i szerszą kompatybilnością. Valve reklamowało Steam Machine jako maszynę oferującą około sześciokrotność mocy Steam Decka, ale wysoka cena sprawia, że argument „taniej niż PC” przestał się bronić. Recenzenci nie zostawili na wycenie suchej nitki, określając urządzenie mianem największej ofiary kryzysu pamięci.
Paradoksalnie sprzęt sprzedaje się nieźle – wielu wieściło Valve komercyjną klapę, a mimo to zamówienia idą sprawnie. To jednak słaba pociecha dla graczy, którzy pamiętają czasy, gdy sprzęt Steam był po prostu tani i dostępny dla każdego.
Steam Deck też podrożał – i to mocno
Najboleśniejsze jest jednak to, co spotkało kultowego Steam Decka. 27 maja 2026 roku Valve wprowadziło drastyczne podwyżki:
- Steam Deck OLED 512 GB: z 549 na 789 dolarów (wzrost o ok. 44%).
- Steam Deck OLED 1 TB: z 649 na 949 dolarów (wzrost o ok. 46%).
To jedna z najostrzejszych podwyżek w historii urządzenia – i dotyczy sprzętu, który ma już swoje lata. Najtańszy model LCD został po cichu wycofany z produkcji, więc punktem wejścia stał się droższy OLED. Innymi słowy: ten sam, kilkuletni Steam Deck z dnia na dzień zrobił się o kilkaset dolarów droższy, mimo że w środku nic się nie zmieniło. Valve tłumaczyło to wprost rosnącymi kosztami pamięci i nośników oraz ogólną sytuacją w branży.
Dlaczego to wina AI?
Wszystkie te podwyżki mają jeden wspólny korzeń: globalny niedobór pamięci napędzany przez sztuczną inteligencję. Centra danych obsługujące modele AI pochłaniają gigantyczne ilości kości DRAM oraz nośników NAND, a producenci pamięci wolą sprzedawać wysokomarżowe układy do serwerów niż tańsze podzespoły do sprzętu konsumenckiego.
Efekt? Ceny pamięci DDR5 w ostatnich miesiącach wręcz wystrzeliły – wedle części doniesień nawet kilkukrotnie. Valve przy okazji Steam Machine wskazywało na wzrost cen kontraktowych DDR5 o ponad 170% rok do roku. I nie chodzi tu wyłącznie o Valve. Meta podniosła ceny całej linii Quest (Quest 3 o 100 dolarów, a Quest 3S z 299 na 349 dolarów), a podwyżki objęły też konsole PlayStation 5, Xbox Series X i S oraz Nintendo Switch 2. Analitycy ostrzegają, że napędzany przez AI niedobór pamięci może utrzymać się jeszcze przez lata – potencjalnie nawet do końca dekady.
Polecane konsole do gier
Koniec złotej ery sprzętu Valve?
Przez lata Steam i sprzęt Valve były symbolem tego, co w graniu najlepsze: rozsądna cena, świetna renoma i produkty, które po prostu opłacało się kupić. Steam Deck stał się hitem właśnie dlatego, że oferował ogrom możliwości za relatywnie niewielkie pieniądze. Dziś ta narracja się rozpada – Steam Frame odstrasza ceną, Steam Machine trudno obronić w porównaniu z pecetem, a Steam Deck z ikony dostępności zmienił się w sprzęt z górnej półki cenowej.
Najgorsze jest to, że nie ma dobrej chwili na sprzęt Steam. Dopóki centra danych AI będą wysysać rynek pamięci, ceny raczej nie wrócą do dawnych poziomów. Renoma i jakość wciąż są po stronie Valve – ale ich największy atut, czyli rozsądna cena, padł ofiarą rewolucji, która dzieje się zupełnie gdzie indziej. AI odebrało graczom już bardzo wiele. Teraz przyszła kolej na jeden z ostatnich bastionów taniego, dobrego grania.


